Media o Związku
Sekurytyzacja "po polskiemu"
Rozmowa z Krzysztofem Matelą, prezesem Polskiego Związku Windykacji.
Minęły ponad trzy lata od zmiany ustawy o funduszach inwestycyjnych, która (wprowadziła do naszego porządku prawnego instytucją funduszy sekurytyzacyjnych, a sekurytyzacja nadal budzi emocje i kontrowersje wśród wielu uczestników takich transakcji
To prawda, ale prawdą jest również i to, że transakcji sekurytyzacyjnych jest zdecydowanie mniej niż w trakcie zawierania pierwszych transakcji i ich finalizowania. To zaś jednoznacznie wskazuje, iż w tym czasie - a to oznacza już", a nie dopiero" - sekurytyzacja zdążyła stać się zjawiskiem znanym i zrozumiałym dla większości podmiotów w branży.
A stało się tak pomimo początkowej nieufności banków co do sprzedaży wierzytelności w ramach sekurytyzacji, co stopniowo doprowadziło nie tylko do poprawy jakości samych transakcji, ale także zwiększenia wartości oraz przedmiotu. Notabene ta podejrzliwość nie była niczym dziwnym - wynikała bez wątpienia z faktu, iż wprowadzone rozwiązania stanowiły zupełne novum w polskiej rzeczywistości. Nikt nie miał w tej sferze doświadczenia, nie były także zidentyfikowane i wydzielone konkretne procedury.
Chyba właśnie dlatego zdarzało się, iż bank nie chciał udostępnić szczegółowej dokumentacji niezbędnej do sprzedaży wierzytelności. Zasłaniano się tajemnicą bankową, prawem bankowym, wewnętrznymi przepisami oraz - w przypadku wierzytelności dotyczących osób fizycznych - ustawą o ochronie danych osobowych. Obecnie bankowcy zdają już sobie doskonale sprawę, iż procesy sekurytyzacyjne są naturalnym elementem rozwoju rynku finansowego, stanowiąc jego integralną część. A zbywanie wierzytelności do funduszu sekurytyzacyjnego przynosi ewidentne, wieloaspektowe korzyści. Są także świadomi tego, iż zmiany wprowadzone do ustawy o funduszach inwestycyjnych miały na celu ułatwienie właśnie bankom pozbywania" się trudnych wierzytelności w sprzyjających warunkach finansowych.
Skąd taka zmiana nastawienia?
To nie kwestia nastawienia. Sekurytyzacji po prostu wszyscy musieli się w branży nauczyć - rozpoznać, przeanalizować, wprowadzić odpowiednie procedury, ustalić standardy. A dodatkowo pojawili się też wyspecjalizowani doradcy pomagający bankom planującym zbycie trudnych portfeli przygotować cały proces według rozpoznawalnego dla inwestorów schematu. Ich kompetencje i doświadczenie pozwalało m.in. na racjonalne planowanie w czasie poszczególnych etapów czy też przygotowanie właściwej i zrozumiałej dokumentacji. Dzięki temu stopniowo wzrastał poziom bezpieczeństwa transakcji sekurytyzacyjnych w oczach międzynarodowych inwestorów, ponieważ zaczęła być ona zgodna ze zrozumiałymi dla nich standardami.
Korzystanie z usług doradców nie jest jednak regułą, nie każdy bank, przygotowując nawet bardzo dużą transakcję, decyduje się na pójście tą drogą. Co wówczas?
Takie sytuacje ciągle się zdarzają. Wtedy oczywiście zarówno preselekcja portfela, wstępne szacunki co do jego wartości, jak i tryb oraz tempa przeprowadzania całego procesu sprzedaży, a także wiele innych istotnych elementów, jest przygotowywane przez bank samodzielnie. W takim przypadku międzynarodowy inwestor może nie zrozumieć, dlaczego usiłuje się go zmusić do podpisania egzotycznych i niemożliwych do zaakceptowania dokumentów. Że wyznacza się irracjonalne terminy dotyczące poszczególnych elementów procesu sprzedaży, czy też określa liczone w dniach, a nawet w godzinach, okienka", w których można dokonać due diligence poszczególnych wierzytelności wchodzących w skład portfela. Inwestor, wydając na transakcje kilkadziesiąt milionów złotych, spodziewa się obsługi na odpowiednio wysokim poziomie oraz racjonalnego podejścia do biznesu.
W dodatku gdy na rynku jednocześnie jest przeprowadzanych kilka podobnych transakcji, łatwo jest porównać ich poszczególne aspekty. To z kolei może prowadzić do znaczącego.?
I obniżenia ceny za portfel oferowany w źle I prowadzonym procesie, a nawet odstąpienia od procedury przetargowej.
Cały czas mowa o bankach, inwestorach zagranicznych, a gdzie ocena sytuacji z perspektywy sektora, który Pan reprezentuje?
Położenie firm windykacyjnych oraz instytucji finansowych, które inwestują w bankowe portfele wierzytelności jest zdecydowanie odmienne. Przede wszystkim założenie, iż zbycie wierzytelności sekurytyzowanych może nastąpić tylko i wyłącznie poprzez fundusz sekurytyzacyjny, powoduje nie tylko skomplikowanie całego procesu, ale również zwiększenie jego kosztów.
Nie deprecjonując znaczenia nadzoru Komisji Nadzoru Finansowego, nie wydaje się . konieczne angażowanie w cały proces sekurytyzacji funduszy inwestycyjnych. Byłoby znaczenie prościej i taniej przeprowadzać tego typu transakcje poprzez SPV, oczywiście przy zachowaniu takich samych warunków podatkowych. To przecież firmy windykacyjne oraz kwalifikowani inwestorzy znają się j na wycenie wierzytelności oraz na sposobach 1 ich dochodzenia. W obecnej sytuacji fundusze inwestycyjne biorą na swoje barki wszystkie kwestie z zarządzaniem I aktywami niepłynnymi. Natomiast know-how w zakresie wierzytelności dają firmy windykacyjne. Taki podział obowiązków powoduje, I że współpraca raczej układa się bez większych zgrzytów. Po prostu każdy robi to, na czym się zna.
Odkładając na chwilę na bok spektakularność transakcji sekurytyzacyjnych, ich wartość, powagę i splendor, warto zwrócić uwagę, iż ! to właśnie firma windykacyjna przyjmuje na siebie zadanie odnalezienia dłużnika, skontaktowania się z nim, zawiadomienia go o transakcji i przekonania go do płacenia. Niestety serwiser, by zapewnić odpowiedni poziom działań windykacyjnych, musi nieustannie udowadniać, że reprezentuje nowego właściciela wierzytelności, ma odpowiednie prawa i umocowania dotyczące negocjacji oraz obsługi zadłużenia. A także - że zarówno sama transakcja, jak i jego działania są w pełni legalne.
Niekiedy pojawiają się problemy na linii serwiser - bank, których powodem z jednej strony jest chęć pozbycia się problemu przez zbywcę. Z drugiej natomiast - wola i potrzeba nowego wierzyciela uzyskania jak najpełniejszej informacji o stanie wierzytelności. Oczywiście warunki umowy sprzedaży wierzytelności zazwyczaj regulują kwestie wymiany informacji. Jednakże, jak to zwykle bywa, wszystko zależy od dobrej woli.
Innymi słowy skuteczność sekurytyzacji zależy od relacji między poszczególnymi jej uczestnikami.
Nie wyważajmy otwartych drzwi. Chociaż, jeśli się zastanowić, to relacje pomiędzy poszczególnymi uczestnikami transakcji sekurytyzacyjnych nie stanowią podstawowego problemu. Moim zdaniem największym mankamentem są przepisy prawne, które w wielu sytuacjach powodują liczne wątpliwości bądź wręcz utrudniają dochodzenie wierzytelności.
Przyznać trzeba, że wiele przepisów dotyczących zarówno funkcjonowania samej branży, jak i funduszy sekurytyzacyjnych uległo już modyfikacji bądź zmianie. Mało tego - wprowadzono szczególne uprawnienia, które zostały przewidziane dla funduszy sekurytyzacyjnych.
w dochodzeniu wierzytelności, jak przepis dający wyciągowi z ksiąg funduszu moc prawną dokumentu urzędowego i stanowiący podstawę do dokonania wpisów w księgach wieczystych i rejestrach publicznych.
Nadal jednak istnieją rozwiązania prawne stojące w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem. Dotyczy to na przykład niemożności zgłoszenia wierzytelności, która była przedmiotem transakcji sekurytyzacyjnej, do biura informacji gospodarczej. Zwraca też uwagę konieczność uzyskiwania zgody dłużników na przelanie wierzytelności na rzecz funduszu sekurytyzacyjnego dla kredytów udzielonych po terminie 1 lipca 2004 r.
Kolejną istotną kwestią jest wycofanie się ustawodawcy z koncepcji sekurytyzacyjnego tytułu egzekucyjnego, który mógłby przecież przynieść korzyści dla wszystkich stron - zarówno funduszy, inwestorów, serwiserów, jak i banków, które mogłyby otrzymywać wyższe ceny. Sam proces odzyskiwania należności uległby przyspieszeniu, a jego koszty by znacznie spadły. Wspomnieć należy także o uzasadnionych wątpliwościach, czy przedmiotem sekurytyzacji mogą być, oprócz kredytów, również pożyczki udzielane przez banki. Jak dotąd, kwestia ta bowiem nie została nigdzie doprecyzowana.
Można przyjąć, że mamy zdefiniowany obecny stan polskiej sekurytyzacji. A jak będzie ona wyglądała w dającej się przewidzieć perspektywie?
Uważam, że nie sprawdził się planowany przez ustawodawcę kierunek rozwoju funduszy sekurytyzacyjnych. Pierwotnym założeniem było stworzenie możliwości sekurytyzacji niepłynnych aktywów banku, w postać certyfikatów funduszy sekurytyzacyjnych, które mieli nabywać drobni inwestorzy. Tymczasem istniejące obecnie przeregulowanie rynku dalekie jest od rzeczywistej konstrukcji, że jeden inwestor kwalifikowany finansujący w 100 proc. emisję certyfikatów funduszu sekurytyzacyjnego, kupuje jeden do trzech portfeli rocznie. W praktyce wygląda więc na to, że Komisja Nadzoru Finansowego chroni inwestora przed nim samym.
Rozwój rynku sekurytyzacyjnego zdecydowanie będzie szedł właśnie w takim kierunku, gdzie zaledwie kilku lub kilkunastu inwestorów, operujących w skali globalnej, będzie finansowało polskie transakcje sekurytyzacyjne. Wydaje się więc sensowne zwrócenie uwagi na konieczność znaczącego uproszczenia całej konstrukcji bądź też zezwolenie bankom na sprzedaż wierzytelności, przy utrzymaniu korzyści podatkowych, wprost do wehikułów inwestycyjnych niebędących funduszami sekurytyzacyjnymi, tak jak jest to rozwiązane na całym świecie.
Autor: Marek Matusiak
Źródło: Horyzonty Bankowości 2008